Home

  • Jeszcze urodzinowo

    Wczoraj pisalam posta na szybko, tak żeby się pochwalić udana pracą. Dziś rano stwierdziłam, że zapomnialam napisac o kilku rzeczach.
    Po pierwsze – o tym juz pisalam – wczoraj były 15 urodziny mojej najstarszej córki. Z tej okazji była kawusia i tort urodzinowy. O taki:

    Po drugie – moja najmłodsza córka skończyła wczoraj dwa tygodnie i też dostała prezent. Pewnie się domyslacie jaki 😉

     Tak się prezentuje podusia w wózku:

    Prawda, że uroczo? Na szczęście zdążyłam odebrać gotową podusię od krawca, bo inaczej nie byłoby prezentu.

  • Udało się!!!

    Ostatnio pisalam o prezencie, który planowalam wykonac dla córki. Byłam pełna sceptycyzmu i niewiary w swoje możliwości. Byłam też pewna, że z braku czasu nie zrobię tego planowanego drobiazgu. Zależalo mi przecież na ogólnej tajemnicy, co w domu pełnym gości graniczyło z cudem.
    A jednak cud się stał i prezent został wykonany na czas 😉
    Zmobilizowała mnie Wasza wiara w moje możliwości. I tak dziś o godzinie 6.30 rano, w tajemnicy  przez wszystkimi, zamknięta we własnej sypialni zabrałam się do pracy.
    Najpierw skończylam zaczęty haft:

    Póżniej postanowiłam zrobić chwościk:
    Wycięłam kwadraty i przygotowałam wszystko do zszycia:
    Po zszyciu całośc wyglada tak:

    Nie miałam kompletnie nic, żeby zrobić zawieszkę, ale moja córka sobie poradziła i przywiesiła breloczek do kluczy:
    Pierwszy raz w życiu zrobiłam coś innego niż poduszkę czy obrazek. Jestem z siebie dumna 😀

  • Miał byc prezent…

    Będąc jeszcze w ciąży i ogladając Wasze blogi nie raz i nie dwa zachwycałam się pieknymi breloczkami, zawieszkami czy zakładkami. Sama też chciałam coś takiego zrobić, ale nie mialam pomysłu ani na wzór, ani na „wyrób”. Sama nie wiedzialam, czy chcę zrobic zakładkę, czy może zawieszkę?
    Okazja na pracę nadażyła sie sama. Z racji tego, że córka zachwycala się moimi krzyżykami i zawsze chciala nie tylko nauczyć się haftowac ale także miec coś wyhaftowanego specjalnie dla niej postanowilam zrobić coś na jej 15 urodziny.
    Wymyśliłam, że będzie to zawieszka-breloczek. Z racji tego, że nie mam tych plastików o których dowiedzialam się dopiero wczoraj z  komentarza do poprzedniego posta postanowilam zrobic zawieszke materiałową do kluczy, torby czy gdzie tam moja córka zapragnie ją wykorzystać.
    Niestety plany zostały przerwane przez przyjście na świat Olivii, ale także przez przyjazd teściowej…
    Teściowa wyręcza mnie wprawdzie we wszystkich pracach domowych (nie tyka jedynie pralki i zmywarki) i mogę haftowac wtedy kiedy maleńka śpi, ale ten haft dla córki to tajemnica, a ja nie lubię jak ktos wiecznie pyta na co, po co i dlaczego…
    Generalnie brakuje mi czasu i miejsca w domu gdzie moglabym w tajemnicy skonczyć ten haft.
    A tyle już mam (albo dopiero, bo urodziny już 16 lipca)…

    Jak widac na załączonym obrazku to niewiele… jedna strona zawieszki i część drugiej, brakuje inicjału, trzeba to jeszcze wyciąć, zszyć i wypełnić….
    Nawet nie wiem czy mi to wyjdzie tak, jak planowalam…

  • Witaj nam kochanie

    Nie było mnie kilka dni na blogu, nie mialam też czasu na nowe krzyżyki. Ale nie wynikało to z lenistwa.
    Otóż na świecie pojawiło się wreszcie moje maleństwo.
    Olivia Anna urodziła się 2 lipca o godzinie 13:28. Waga 2900g, wzrost 48cm.
    Moge powiedzieć jedno:

    WITAJ KOCHANIE!!!!

    Krzyżyki narazie muszą poczekać 😉

  • Moja kolekcja mulin

    Siedze sobie na sofie, bo jestem juz na takim etapie ciąży, że nic nie daje rady zrobić (początek 39 tygodnia). Mąż i dzieci wszystko robią za mnie.
    Przeglądam więc Wasze świetne blogi, Wasze prace i Wasze kolekcje mulin. I jest mi wstyd, bo choć haftuję już od prawie 20 lat to w mulkinach mam taki bałagan, że aż strach…
    Gdy na początek dostałam muliny od cioci trzymalam je po prostu w foliowym woreczku. Gdy z biegiem czasu mulin przybywało to do ich przechowywania wykorzystalam metalową puszkę po ciastkach.
    Puszka służy mi do dziś. Są w niej muliny niemal wszystkich możliwych firm. Bałagan niesamowity 🙂
    Teraz, gdy zaczęłam haftować Irysy zależalo mi na tym, by mieć muliny jednej firmy. W Holandii jeszcze nie widziałam mulin innych niz firmy DMC, zakupiłam więc takie. Nie chciałam ich jednak mieszać z tamtymi mulinkami. Chciałam też mieć wszystkie potrzebne kolory pod ręką, tak by ich nie szukać w gąszczu innych. Kupiłam sobie więc ładny koszyczek na mulinki, który trzymam razem z kanwą i wzorem.

    Prawda, że lepiej?
    Obiecałam sobie już, że jak tylko dojdę do siebie po porodzie (i wyjeździe wszystkich gości) to w końcu zrobię porządek w mulinkach – zakupie bobinki i specjalne pudełka…
    No, ale na mulinki muszą jeszcze poczekać 😉

    Pozdrawiam Was serdecznie i dziękuję za wszystkie miłe komentarze

  • I znów haftuję

    W poprzednim poście pisałam jeszcze o starych pracach i wyjeździe do Holandii. Jeśli kogoś interesują moje przeżycia to zapraszam serdecznie na mój blog-pamiętnik „Słodko-gorzka Holandia”.
    Gwoli wyjaśnienia – ten blog to moje wspomnienia i narazie opisuję w nim rok 2010. Nie znajdziecie w nim opisów chwili obecnej.
    Ale tutaj mogę Wam napisać co się u mnie dzieje obecnie i dlaczego tak nagle, po tak długiej, prawie pięcioletniej przerwie wróciłam do haftowania 🙂
    Otóż pod koniec listopada ubiegłego roku okazało się, że jestem w ciąży. Generalnie nie była to ciąża z zaskoczenia, bo chcieliśmy jeszcze mieć dzidziusia. Bardziej zaskoczylo nas to, że w końcu się udało zajsc w ciążę po raz trzeci.
    Pracowałam dopóki mogłam. Niestety, ciężka praca przy maszynie nie sprzyja samopoczuciu w ciąży i od 1 kwietnia definitywnie bylam bez pracy. Nudziłam się jak mops i wtedy…
    Przypomniało mi się, że przecież powinnam zaczać haftowac dla maleństwa jakiś obrazek….
    Przecież starsi mają to i ono musi mieć.
    Na początek wyhaftowalam metryczkę, ale nie będzie z niej obrazka, tylko poszewka na poduszkę. Niestety, tym nie mogę sie jeszcze pochwalić.
    Pokażę Wam, jak już maleństwo będzie na świecie, a termin porodu coraz bliższy 😉
    Mogę za to pokazać inną metryczkę, którą zrobiłam na specjalne zamówienie dla koleżanki z internetowego forum „Mamy w Holandii”

    Zdjęcie trochę nie wyszło, bo córka mi aparat poprzestawiała i wszystko ma niebieską poświatę.

    Pochwalę sie inną pracą, którą mam obecnie na tamborku. Zaczęłam ją haftować jak skończylam obie metryczki. 

     Zaczęłam 4 tygodnie temu i tyle wyhaftowalam przez tydzień

    Po drugim i trzecim tygodniu mialam tyle:

    Za kilka dni będę mogła pochwalic się kolejnymi postępami. 
    Obraz będzie duży i zawiśnie na ścianie naszego salonu. Mam tylko nadzieję, że jak maleństwo się już urodzi to znajdę odrobinkę czasu na kilka krzyżyków dziennie 🙂


  • Niedokończone prace

    Fajnie sie czyta komentarze o tym, że hafty sa śliczne a kolory idealnie dobrane. To sprawia, że człowiek nabiera większej pewności, że to co robi ma sens.
    Są jednak takie robótki, które latami leżą w szafie i nikt nie ma ochoty ich dokończyć.
    I właśnie ja też mam taką robótkę.
    Więc żeby nie bylo, że są same sukcesy chcę pokazać wam też i porażki.
    Kilka lat temu (może nawet 10) moja tesciowa miala iść na komunię do syna szwagierki. Chciałam jej zrobić małą niespodziankę i w tajemnicy wyhaftować piekną pamiątke dla tego chłopca.
    Niestety, mialam bardzo mało czasu i bardzo dużo obowiązków. W efekcie niespodzianka się nie udała, a mnie pozostała kanwa z niedokończonym wzorem:
    Dobrze, że nie chwaliłam się wszystkim swoją robótką, bo teściowa mialaby do mnie pretensje 😉
    Niestety, obrazek chyba nigdy nie bedzie skończony, bo niemal całkowicie o nim zapomniałam i to pomimo tego, że od momentu jego rozpoczęcia ja sama byłam już na dwóch komuniach i mogłam mieć oryginalny prezent….
    Drugą moją niedokończoną pracą jest obraz jaki miał powstać ze wzoru wziętego z „Haftów Polskich”. Zobaczyłam go u cioci w gazecie i bardzo m i się spodobał. Gazetę wypożyczyłam od niej, zakupiłam kanwę wraz z potrzebną muliną i rozpoczęłam haftowanie. 
    Niestety z powodu chronicznego braku kasy w tym okresie kupiłam tylko po 1-2 szt muliny z każdego koloru. Resztę miałam dokupować z biegiem czasu i postępów w haftowaniu.
    Obraz rozpoczęłam haftować gdzieś w okolicach maja 2006 roku. Byłam wtedy bez pracy, mialam dużo czasu. Kilka miesięcy później pracę znalazłam i niedokończony obraz powędrował do szuflady.
    W czerwcu 2007 roku wyjechałam za pracą do Holandii. Miał byc to wyjazd w celach zarobkowych, od kilku miesięcy do roku czasu… Różne zawirowania i przypadki sprawiły, że wraz z mężem i dwójka dzieci zostaliśmy w Holandii na stałe.
    Przez te 5 lat na robótce przybyło kilkadziesiąt krzyżyków. Nie z braku czasu, a raczej z braku muliny….
    Zaczęłam wyszywać mulinami Anchor i Aridna, a tutaj mam dostęp jedynie do DMC, co kolorystycznie niemal w ogóle się nie pokrywa.
    Obecnie obraz wygląda tak:
    Ostatnio moja mama wyszła z propozycją zakupienia mi muliny w Polsce i przywiezienia jej w sierpniu. ja jednak straciłam już serce do tej robótki. Szczególnie, że to co już wyhaftowalam nijak nie pokrywa się kolorystycznie z oryginalnym obrazkiem, jak na przykład fioletowa, a nie niebieska woda w strumyku…
    Dla porównania wstawiam oryginał:
    I tak obraz nadal mieszka w szufladzie i chyba już tam pozostanie na zawsze….
  • Obrazek dla syna i inne prace

    Będąc w drugiej ciązy dośc szybko wiedzialam, że urodzę syna. Szukałam więc odpowiedzniego obrazka do wyhaftowania dla niego.
    Znalazłam i wyhaftowalam piękne misie na plaży. Po porodzie dodałam tylko imię i datę urodzenia.

    Kolory oczywiście różniły się trochę od oryginału, bo haftowałam tym, co mialam pod ręką – Aridna, Anchor i jakies starocie…

    A tak wygląda oryginał:

    Mniej więcej z tego okresu (od 2000 do 2005 roku) pochodzą jeszcze dwa obrazki: żaglowiec i domek nad wodą.
    Dobór kolorów się wg wlasnego uznania. Wyszło tak:
     A tak wygląda oryginał:
    Natomiast domek haftowalam Ariadną, która w żaden sposób nie odpowiada kolorystyce DMC:
    Myślałam, że wcięło mi gdzieś oryginalny obrazek i nie mogę pokazać, że woda miala byc niebieska a nie szara… Na szczęscie znalazłam:

    Mam jeszcze serwetkę, którą haftowalam z myślą o przykryciu pralki.

    Kolor wzorka został dobrany do akcentów na tapecie. Serwetka spędziła na pralce parę dobrych lat. Teraz mam zamiar położyc ją w inne miejsce.
    Chciałam wam podziękowac za wszystkie komentarze i maile ze słowami uznania. Pozdrawiam serdecznie.

  • Pomysły na prezent

    Po udanej próbie wyhaftowania obrazka dla swojego dziecka podjęłam się haftu dla kogoś, na prezent. Niestety, z tych prac nie mam żadnych zdjęć, postaram się więc pokazać jedynie wzory jakie wyhaftowalam.
    Na początek chcialam podarowac coś kuzynce męża, której po wielu latach oczekiwania urodziła się wreszcie córka. Sama byłam wtedy w drugiej ciąży i wiedzialam, jaka to radość z posiadania dzecka.
    Wzoru nie musialam długo szukać, bo w zakupionym miesięczniku „Anna” znalazłam słodki obrazek ze śpiącym misiem
    Według schematu i własnego doboru kolorów wyhaftowalam ślicznego misia. I znów była to praca zbiorowa, bo wymyśliłam, że zamiast obrazka powstanie poszewka na poduszkę. Kupiłam więc mały jasiek, ozdobną taśmę na falbanę i zawiozłam to wszystko do mojej mamy, która wyczarowała z tego piękną poszewke na poduszkę.
    W sumie sama od siebie wyhaftowalam ze trzy takie obrazki (zarówno dla dziewczynki jak i chłopca) i ze wszystkich robiłam poszewki. 
    Tak sie spodobały, że dostałam kilka zamówień na kolejne i tym sposobem troszkę sobie dorobiłam na kanwę i nici.
    Kolejnym prezentem był ob raz papieża JPII, dla mojej cioci na 50 urodziny – niestety dziś mam tylko wzór w gazecie:
    Według wzoru obraz był wąski i długi. Nie mogliśmy z mężem dopasowac ramki, więc do białego tła okalającego postac papieża zrobiłam jeszcze haftowaną ramkę w pasujących kolorach.
    Drugiego, mniejszego papieża haftowalam dla mojej babci:
    Wiem, że wisiał u niej na scianie w sypialni. Niestety babcia zmarła i nie wiem co się stało z obrazkiem.
    Kolejne moje prace, które „poszły w świat” to pamiątka Pierwszej Komunii świętej oraz pamiątka ślubu:
    Tego ostatniego kończylam dosłownie dzień przed ślubem kuzynki męża i nie zdążylismy go już oprawić. Niestety, małżeństwo nie przertwało nawet pól roku. Co sie stało z haftem – niestety nie wiem….
    Ostatnie dwa prezenty to zegar dla teściowej i kalendarz na caly rok dla innej cioci:

    Zegar wyszedł pięknie. Dostał niebieską ramkę, bo idealnie pasował do niebieskiego wystroju kuchni teściowej.
    Kalendarz był bez ramki, na specjalnej zawieszcze proporczykowej.
    Była jeszcze Matka Boska Ostrobramska, niestety schemat gdzieś zaginął….
    Do dziś dnia żałuję, że nie zrobiłam zdjęć tych prac. Dlatego prosze nie mieć za złe, ze wstawiłam jedynie zdjęcia z czasopism hafciarskich. 
    Wszystkie inspiracje wzięte są z miesięczników „Robótki Ręczne”, „Haft Krzyżykowy”

  • Mój pierwszy obrazek

    W dwa miesiące po ślubie okazało się że jestem w ciąży. Radość była wielka.
    Nie pracowalam, siedzialam więc w domu i straaasznie się nudziałam. Nuda była tym wielka, że często popoludniami siedziałam sama w domu.
    Mąż pracował na kopalni na trzy zmiany, a teściowie pracowali w szkole  – teściowa jako sprzątaczka, a teść jako palacz. 
    Była zima, mróz,m śnieg, więc sama z domu raczej nie wychodziłam.
    Kończyłam wtedy wspomniany wcześniej obrus w różyczki.
    Ale któregoś już prawie wiosennego dnia wpadła mi w ręce „ANNA” z pięknym obrazkiem na narodziny dziecka.
    Z ochotą zabrałam się więc do pracy. Wtedy nie wiedzialam jeszcze czy urodzę dziewczynkę czy chłopczyka, a obrazek był raczej neutralny. Jedynie imię i datę urodzin zostawiłam sobie na koniec.
    Miesiąc  po urodzeniu córki mąż własnoręcznie zrobił ramkę i zaszklił obrazek. Dziś od jego wyhaftowania mija 15 lat, a on wciąż zdobi ścianę pokoju mojej córki.