-
Breloczkowo…
Po skończeniu metryczki musiałam się odstresować czymś małym i szybkim. Korzystając z resztek kanwy i starych mulin jeszcze w piątek zrobiłam kilka breloczkow:Ten z B jest dla mnie, z E dla córki a z A planuję dać koleżance jak mnie odwiedzi.Zachęcona zachwytem moich dzieci chciałam zrobić też coś dla męża, ale raczej nie do telefonu a do kluczy. Musiało to byc coś większego i tak oto późną nocą z piatku na sobotę powstało coś takiego:Dziękuję Wam za wszystkie komentarze. Jest mi bardzo miło je czytać.Pozdrawiam wszystkich. -
Dziubałam…
Tak, dziubałam, bo trudno to nazwać haftowaniem… Praca, która miała być zrobiona w jeden weekend zajęła mi, bagatela… cały tydzień!!!Miałam wyhaftować metryczkę dla nauczycielki mojego syna. Preosil nie o to, bo bardzo ją lubił, a urodziła jej się wnusia. Pomyslałam – czemu nie? I tak zaczęła się moja katorga…Zaczęłam tydzień temu, w piątek wieczorem. Haftowałam do póżna w nocy i w sobotę rano miałam już tyle:Ucieszyłam się że mi tak dobrze idzie i popędziłam do sklepu po ramkę. Byłam w 100% pewna, że do poniedziałku skończę.Niestety w sobotę nie mialam robótki w ręku. Ogarnął mnie bowiem szał porządków po gościach. Wieczorem włączyłam kompa i… wsiąkłam w Wasze blogi.W niedzielę podziubałam troszkę w ciągu dnia. Wieczorem już nie mogłam, bo córcia nie chciała spać przy zapalonym świetle…Tak więc robótka leżała odłogiem aż do poniedziałku. Podziubałam trochę w poniedziałek, ale we wtorek córcia miała szczepienie i aż do środy była marudna i płaczliwa.na domiar złego w środę okazało się, że mam kilka błędów więc musiałam pruć conieco…Na domiar złego okazało się, że pomyliłam się haftując ten kocyk na którym śpi misiu… Gdzieś przy tylnej łapce w zielonym wzorku dodałam o jeden krzyżyk za dużo i przy haftowaniu kremowego tła kocyka okazało się, że nie zgadzają mi się krzyżyki na końcach kocyka. Musiałam dodać w każdym rzędzie po krzyżyku na skutek czego kocyk strasznie się wydłużył. Później gdy zaczęłam według wzoru haftowac dolne kwiatki okazało się, że nie zgadzają się one z górnym obramowaniem…Wczoraj wreszcie skończylam haftować i korzystając z tego ze córcia smacznie śpi obszyłam, wyprałam i wyprasowałam skończoną metryczkę.I wtedy dopiero zauważyłam, że mam jeszcze jednen błąd, ale… nie chciało mi się już psuć całości więc odpuściłam….Dziś wstawiłam metryczkę do ramki. W poniedziałek powędruje do nauczycielki syna. Mam nadzieję, że się spodoba…Muszę się przyznać, że ile razy haftuję tego misia tyle razy dokonuję w nim modyfikacji, a kolory już dawno daleko odbiegają od oryginału. Powód jest prosty – kilka lat temu pożyczyłam kartkę z wzorem szwagierce i ślad po niej zaginął (po kartce, nie po szwagierce). Jestem więc skazana na haftowanie z zeskanowanych gotowych obrazków…Muszę wam jeszcze podziękować za inspiracje dotyczącą resztek nici… Od lat miałam proble, co robić z resztkami ucinanych w trakcie haftowania nitek. Walały się po stole, po popielniczce, czasem spadały na podłogę. Przeglądając wasze blogi zobaczyłam coś, co bardzo przypadło mi do gustu – TUSAL-owy słoiczek.Przyznam się, że skwapliwie skorzystałam z Waszego pomysłu i chociaż nie biorę udziału w zabawie to pochwale się swoim słoiczkiem.Powiem szczerze, że słoiczek się przydał podwójnie. Po pierwsze nigdzie nie walają mi się końcówki nitek, a po drugie „wyłowiłam” już niego jedną końcówkę nitki, bo zabrakło mi odrobiny brązowego do okonturowania misia… -
Candy u Renki
-
Wyróżnienie
Właśnie otrzymałam kolejne wyróżnienie, tym razem od Promyka.
Według niej zasłużyłam, bo robię fantastyczne rzeczy… Chyba zaczne się czerwienić.
Nigdy tak nie myślałam o swoich robótkach i tym bardziej jest mi milo i ciepło na sercu.
Zgodnie z regulaminem umieszczam wyróżnienie na swoim blogu i oznaczam osobę od której je dostałam oraz typuję 5 blogów które na to wyróżnienie zasługują i jednoczesnie nie mają więcej jak 200 obserwatorów:
1. Lawendowa Kraina Robótek
2. Misiabe
3. Po mrucku
4. Krzyżykownia
5. To co Lubię
Wszystkie autorki powyższych blogów zawiadamiam o wyróżnieniu – zgodnie z regulaminem.
Dlaczego te blogi a nie inne? To naprawdę ciężki wybór. Osobiście uwazam, że wszystkie odwiedzane przeze mnie blogi zasługują na wyróżnienie, bo ich autorki to bardzo zdolne osóbki i spod ich łapek wychodzą cuda i cudeńka. No ale jak regulamin to regulamin – starałlam się wybrać obiektywnie i tylko takie blogi, które mają u siebie licznik obserwatorów.To tyle na dziś. O krzyżykach będzie innym razem. Wkleję Wam za to fotkę mojego dziecia
Pozdrawiamy -
Miłe drobiazgi
Wczoraj wreszcie pożegnałam ostatnich gości. Odetchnęłam z ulgą i od dziś wziełam sie za powolne odgruzowywanie domu… Salon już jest gotowy, kuchnia prawie też. Jutro reszta…Irysy leżą odłogiem, nie mialam zbytnio czasu na ich haftowanie. To znaczy – czas mialam, ale wyłącznie na tło, gdzie nie musialam liczyc krzyżyków.No ale musze się przyznać, że przez ten tydzień nie próżnowalam. Robiłam coś w sekrecie, późną nocą.Czemu w sekrecie i czemu późną nocą?Ano umyśliłam sobie, że zrobię mojej mamie breloczek do telefonu. No a jak mamie, to i teściowej, bo inaczej mogła by się obrazić. Dlatego gdy już wszyscy spali to ja korzystając z ciszy swojej sypialni i tego, że Olivia słodko śpi haftowałam takie sobie drobiażdżki:Breloczek miał z jednej strony motylka a z drugiej pierwszą literę imienia – A jak Agnieszka, T jak Teresa. Oczywiście kolorystyka musiała byc jednakowa, żeby żadna z pań nie pomyślala, że jej breloczek jest inny, gorszy.Haftowało się dobrze, gorzej bylo ze zszyciem… takie maleństwa bardzo trudno zszyć. Całość ma około 13 krzyżyków w pionie i w poziomie więc same rozumiecie…Na początku nie wiedziałam jakie mocowanie zrobic, ale na szczęscie znalazlam niedaleko siebie sklep hobbystyczny a w nim zawieszki z karabińczykami. I tak oto problem został rozwiązany.Obie panie były zachwycone 😉Teraz muszę zrobić taki breloczek dla męża, bo mnie o to prosił, córce też się podobały więc pewnie robię tez dla niej i oczywiście mam zamiar zrobić też dla siebie.No i zastanawiam się nad tym, czy takie breloczki miałyby rynek zbytu???Pozdrawiam wszystkich czytających, obserwujacych i komentujących -
Na żółto i na niebiesko….
Pokazywałam Wam kiedyś breloczek jaki zrobiłam dla córki na urodziny. Ten breloczek spodobał się nie tylko córce, ale i synowi, który prosił bym też taki mu zrobiła do kluczy.
Powiedział, ze chciałby mieć taki sam, ale w innych kolorach.
Postanowiłasm jednak zrobić mu breloczek bardziej „osobisty”, czyli z czymś co lubi najbardziej. Wybór padł na kolory klubu w którym mój syn trenuje i tak oto powstał żółto-niebieski breloczek.
Motywem jest klubowa koszulka z inicjałem syna zamiast numerkaNa odwrocie – piłka, by nikt nie miał wątpliwości, że syn gra w nogęBreloczek sie bardzo spodobał, radości nie było końca. Syn od razu przymocował go do klucza od roweru.Tak wygląda całość – już z kluczamiMuszę sie przyznać, że o ile breloczek dla córki zrobilam niemal w dwa dni to przy tym dla syna szło mi bardzo opornie. najpierw nie było kiedy i gdzie – dom pełen gości a mnie zależalo na zachowaniu tajemnicy. Potem nic sie strasznie plątały, a na koniec, gdy juz go zszywalam to okazalo sie że oba kwadraty nie są jednakowej wielkości!!Na szczęscie różnica była nie wielka i „zgubiłam” ją podczas zszywania boków.Generalnie mam pomysł juz na nowy breloczek, a nawet dwa, ale nie bardzo wiem czy zdążę je zrobić do następnego piatku….W czwartek przyjechali kolejni goście – moi rodzice, brat i kuzynka. Jutro (to znaczy już dziś, bo jest prawie 1.00 w nocy) mam chrzciny, w pozostałe dni towarzystwo ma zxamiar jeździc na wycieczki dalsze lub bliższe….Nie wiem kiedy znów chwyce za igłę i bedę kończyć irysy, a co dopiero breloczki. No chyba, że tradycyjnie już będe haftowac w godzinach nocnych …. -
Niespodzianka
Mam taki swój codzienny internetowy rytuał, że jak tylko włączę laptopa to po kolei „odwiedzam” swoje zakładki – konto bankowe, poczty e-mail, blogi, portale społecznościowe, fora. Nie zajrzę wcześniej na bloga, jesli nie sprawdzę poczty, nie zajrzę na forum w którym uczestnicze zanim nie sprawdzę co dzieje się na blogach.Dziś tez zaczęłam od poczty i już na wstępie spotkala mnie bardzo, ale to bardzo miła niespodzianka.Otóż dostałam wyróżnienie od t-reni. Szczerze powiem, że nie wiem czym sobie na niego zasłużyłam, bo mój blog dopiero „raczkuje”, ale niezmiernie cieszę się z tego wyróżnienia.Zdążyłam się zorientować, że chyba powinnam wyróżnić 10 blogów. Będzie z tym mały problem, ponieważ strasznie ciężko mi wybrać nikogo nie krzywdząc. Wiele z Was to naprawde bardzo kreatywne osoby, a do tego zabiegane i zapracowane.A więc próbuję:1. Tami2. Burana253. Promyk4. Blasiuk5. Pelasia7. Renula8. Malgonia9. Muslitotek10. KreskaUfff, wybralam. Było naprawdę cięzko bo wszystkie blogi zasługują na wyróżnienie.Robótkowo u mnie mały zastój. Mam rodzinę „na karku” i chcąc, nie chcąc muszę jakoś zorganizować im czas. Pokazuję więc im bliższą i dalszą okolicę, jeżdżę z nimi na zakupy.Wieczorami mala Olivia nie pozwala chwycić za robótkę. Czasem stawiam kilka krzyżyków i już muszę wszystko odłożyćW dodatku w czwartek przyjeżdżąją kolejni goście, zbliżają się bowiem chrzciny Olivii. przyjadą moi rodzice oraz chrześni dla malutkiej. Będzie urwanie głowy, harmider i kompletny brak czasu….Dziś byliśmy nad morzem. Piekna plaża i pasaż na Scheveningen jak zwykle zachwyciły mnie swoim pięknem. Wprawdzie mąż robił zdjęcia chrześniakom, ale i my z Olivią się załapałyśmy na fotkę:A po wycieczce smacznie sie śpi na ojcowskim ramieniu… -
Zielony oczopląs…….
Wczoraj prawie skończyłam haftować wszystkie liście. Prawie, bo brakło mi jednego koloru na kilkanaście krzyżyków.
I chyba dobrze, że brakło, bo haftując liście powoli dostawałam już tytułowego oczopląsu. Niby to tylko 5 odcieni zielonego, ale stawiając kolejne krzyżyki mialam niekiedy wrażenie, że haftuję jednym i tym samym odcieniem.
Piekny efekt cieniowania widać dopiero na gotowej robótce.
Wstawiam fotki, na których widac ile zielonych nici mi brakło:Tu zbliżenie na „zielony oczopląs”:A tak moja praca wygląda w całości:I jeszcze fotki mojej kruszynki. Właśnie skończyła miesiąc i z ciekawością zaczyna przyglądac się światu:Pozdrawiam 🙂 -
Będę się uczyć…
Od ponad 5 lat mieszkam w Holandii. Od ponad 5 lat w sklepach, urzędach, w pracy komunikuję się w większości językiem angielskim. Powinnam się więc uczyć języka holenderskiego. Tymczasem będe się uczyć zupełnie czegoś innego…
W pierwszych postach na moim blogu pisalam, że pomimo tego iż dośc dobrze haftuję to niestety nie potrafię nic uszyć i wszystko szyje mi moja mama. Poszewki na poduszki czy obszycie obrazków – wszystko zawdzięczam mamie. Teraz, gdy mieszkam w Holandii nawet z tym jest problem, bo moja mama nadal mieszka w Polsce.
Z racji tego poduszkę dla mojej najmłodszej pociechy musiał uszyć mi profesjonalny krawiec.
Od kilku dni jednak jestem szczęśliwą posiadaczką pięknej… maszyny do szycia marki SINGER Serenade.Maszynę kupiła mi teściowa, która jest u mnie od 3 tygodni. Niemal zaraz po przyjeździe napomknęła, że za 300zł kupiła sobie w REAL-u maszynę do szycia i że żałuje, że nie kupila takiej też dla nas. Miała na myśli głownie mojego męża, który jest typową „złotą rączką” i potrafi między innymi przeszyć coś prostego na maszynie – np podwinąć spodnie.
Traf chciał, że wpadła mi w ręce reklama z LIDL-a, a w niej własnie maszyna do szycia…. Pokazałam to teściowej. Dostalam gotówke do ręki i przykaz kupienia sobie tej maszyny.
Oprócz maszyny kupilam sobie przybornik z podstawowymi przyborami początkującej krawcowej.Krawcową wprawdzie nie zostanę, ale przybornik sie przyda, bo sa w nim naprawde potrzebne rzeczy – igły do maszyny, nici, nożyczki, szpilki…
Zaraz po zakupie testowaliśmy maszynę i musze sie przyznać, że mam ogromną chęć do szycia…
Maszyna ma 2 ściegi podstawowe i kilka ozdobnych. Ma także funkcję obszywania dziurek i przyszywania guzików. Jednym słowem pełen wypas.
Teraz niecierpliwie wyczekuję końca sierpnia. Gdy juz po chrzcinach Olivii wszyscy goście wyjadą wtedy będę się uczyć szyć na maszynie!!! -
Irysy rosną powoli
Wprawdzie mam w domu gości, ale mam też stosunkowo dużo wolnego czasu. Jak to mozliwe? Otóż goście to teściowie z wnukami, czyli dwójką dzieci mojego szwagra.
Teściowa miala przyjechać do pomocy jak byłam jeszcze w ciąży. Niestety uparła sie przyjechac z dziećmi szwagra i przyjechala dopiero po porodzie. Teraz sprzata i gotuje a ja się wysypiam i odpoczywam.
Odpoczywam fizycznie, bo psychicznie czuję się coraz bardziej zmęczona. Jest nas za dużo w domu, pralka i zmywarka chodza non stop. Na szczęscie po dwóch tygodniach niemal ciągłego deszczu dziś juz bylo ciepło i słonecznie, mogłam więc pogonić całe małoletnie towarzystwo na dwór.
Dzięki temu, że teściowa zajęła się domem a teść ogrodem ja moge zajmować się wyłącznie sobą i maleńka Olivią. Własnie dzięki temu sukcesywnie, ale bardzo wolno haftuję swoje irysy.Tydzien temu irysy wygladały tak:Dziś, po ponad 6 tygodniach od postawienia pierwszego krzyżyka irysy prezentuja się następująco:
Postępy widac gołym okiem. Jeszcze trochę i będe miała wyhaftowane wszystkie kwiaty i liście. Boje się jednak, że wtedy utknę w miejscu haftując żółte tło…
Promyczku – mówisz masz. Oto aktualne zdjęcie Olivii:
Dziś była ważona przez pediatrę i waży już 3320gA w sprawie wzoru na misia napisz do mnie e-maila: iskierka71@gmail.com
Pozdrawiam wszystkich

