Home

  • Obrus w różyczki

    Gdy po ślubie zamieszkałam z mężem u jego rodziców zapragnęłam jakoś ozdobić nasze cztery ściany. Mieliśmy własny malutki pokoik w którym brakowało typowych „damskich” akcentów.
    Zresztą teściowa nie była wielkim fanem różnego rodzaju serwetek. Obrus miala jedynie na stole w dużym pokoju. Moje haftowane serwetki kuchenne powedrowały więc do kartonu w oczekiwanieu na „lepsze czasy” czyli własne mieszkanie.
    My mieliśmy na stoliku jakiś jeden kupny obrusik i pomysłałam wtedy, że fajnie by było wyhaftowac sobie coś na zmianę.
    Znalazłam piękny wzór w różyczki i zaczęłam haftować.
    Haftowanie obrusa zajęło mi strasznie dużo czasu. Bardzo czesto więc robótka lądowała w kącie. Żeby jednak było widac efekty pracy postanowiłam dorobić pasujące do kompletu serwetki.
    Tym sposobem najpierw powstały 3 serwetki

    Obrus powstał na samym końcu.
    Właściwie nigdy go nie dokończyłam, bo w zamierzeniu było wyhaftowanie różyczek także na jego środku. Niestety, na to nie starczyło mi juz ani czasu ani cierpliwości.
    Cały komplet prezentuje się tak:
    Czasem jednak zastanawiam się, czy nie spruć obrusa, a materiału nie wykorzystać do innych haftów.
    Dlaczego? Ano dlatego, że obrusa używałam sporadycznie, a teraz właściwie już nie używam go w ogole z tej proste przyczyny, że robiony byl na wymiar konkretnego stołu. Po kilku przeprowadzkach wciąż okazuje się, że jego wymiart nie pasuje na żaden stolik.
    Tak więc obrus wraz z innymi starymi haftami powedrował do skrzyni na strychu…
  • Podusie

    Przed ślubem mieszkałam u babci. Wprawdzie pracowałam, ale wieczory mialam całe dla siebie i nieźle sie wtedy nudziłam.
    Dla zabicia tej nudy chwyciłam za igłę i wyhaftowalam trzy wzory kwiatowe, które przeznaczyłam na poszewki do zakupionych gdzieś za bezcen poduszeczek.

    I tu muszę się do czegoś przyznać…
    Chociaż haftuję dość dobrze to niestety szycie jest dla mnie czarną magią. Moja mama, z wykształcenia krawcowa uczyła mnie kiedyś szycia na maszynie. Skonczylo sie kilkoma połamanymi igłami i dużą irytacją mojej mamy.
    Do dzis dnia więc mam z tym duży problem – owszem sfastryguję i czasem coś zaceruję/zaszyję. Ale ogólnie szycie nie jest moją mocną stroną czego bardzo żałuję.
    Wszelkie szycie więc zlecam mojej mamie, która często śmieje się, ze moje wyszywanki to „praca zbiorowa”
    Trochę żałuje dziś,m że nie mam maszyny do szycia, bo może sama w wolnych chwilach nauczyłabym się szyć….

  • Kuchenne serwetki

    Kolejną moją pracą były serwetki.
    Wymyśliłam, że w kuchn i będę mieć stół z własnoręcznie haftowanym bieżniczkiem, a szafki kuchenne ozdobię małymi kwadratowymi serwetkami.
    Jak pomyślałam, tak zrobiłam…
    Powstały trzy serwetki, każda z rożnym motywem owocowym: 
    Jabłko
    Gruszka
    Śliwki
    Dobór kolorów wg własnego uznania. A że nie do końca byłam z tego doboru zadowolona, to jak widać na zdjęciu poniżej kolory owoców na poszczególnych serwetkach bardzo różnią się od siebie. Na dodatek na serwetce ze śliwkami owoce na każdym rogu są w innym ustawieniu
    Niezbyt zadowolona z wyników swej pracy machnęłam ręką na kwadratowe serwetki i zaczęłam haftowac dwie podłużne: z cytrynkami i pomarańczami. Musze przyznać, ze te serwetki wyszły już zdecydowanie lepiej, co widac na zdjęciach poniżej.

    Tym razem byłam zadowolona z efektu końcowego i wziełam się za haftowanie bieżniczka – również z motywami owocowymi – tak do kompletu.

    Wszystkie serwetki haftowane były już trzema nitkami muliny. Niestety, nie mialam wtedy białej kanwy, tylko beżową.
    Po wyhaftowaniu całości pozostalo już tylko obszyć, wyprać i wyprasować…
    Muszę się pochwalić, ze zarówno serwetki jak i bieżnik długo cieszyły oczy gości w mojej kuchni. Niestety teraz mają swoje miejsce w kufrze na strychu…

  • Pierwsze koty za płoty

    Na początek dostałam od cioci instruktarz, jak najprościej haftowac krzyżykami, jak zaczynać i kończyć nitkę. Dostałam też kilka kolorów mulin na zachętę.
    Ciocia pokazała mi gdzie moge szukac gotowych wzorów.
    Moją pierwszą wyhaftowaną pracą był mały bukiet kwiatów. Wzór wziełam z miesięcznika „Diana – Robótki ręczne” z kwietnia 2005r

    Musze przyznać, że efekt końcowy niezbyt mnie zadowolił. Haftowalam zalecanymi dwiema nitkami muliny i haft od początku wygląda na wyblakły, bez wyrazu. Pomiędzy krzyżykami widać prześwity białego materiału, co widać na zbliżeniu.
    Dobór kolorów – mniej więcej wg schematu (bardziej mniej niż więcej)


    Później namówiłam moją mamę na uszycie mi z tego poszewki na poduszkę. A oto efekt końcowy:


     Pomimo niezbyt udanego doboru kolorów mam tę poszewkę do dziś dnia.

  • Witam serdecznie

    Skoro to mój pierwszy post na tym blogu, to wypadało by choć troszkę napisać o swojej przygodzie z haftem, która trwa już ponad 16 lat. 

    Właściwie zaczęło sie dużo wcześniej, jeszcze w szkole podstawowej, gdzie na zajęciach praktyczno-technicznych uczyłam się wielu ściegów hafciarskich – haft sznureczkowy, supełkowy, łańcuszkowy i krzyżykowy.
    Pamiętam, że udało mi się wyhaftowac piękne kontury maków oraz ozdobny ornament pod nimi. Haftowalam na zwykłym płótnie lnianym (z tego co pamiętam, był to jedyny dostępny wtedy materiał), a wyhaftowany wzór posłużył jako baza do torby, którą uszyła mi moja mama. Torba była na jedno ramię, zapinana na zamek. Byłam z niej bardzo dumna i własnoręcznie ozdobiłam jej dół frędzlami. Niestety nie zachowało si,ę zadne zdjęcie tej torby, czego bardzo żałuję.
    Pozostała jednak milość do haftów, a szczególnie do haftu krzyżykowego, którą podsycała moja ciocia (młodsza siostra mojej mamy). To ona pierwsza pokazała mi specjalną kanwę, podarowała tamborek i pokazała jak zabrać sie do haftowania krzyżykami.
    Niestety na początku jedynie podziwiałam jej prace – serwetki, obrusy, poduszki.
    W końcu sama zdecydowałam się spróbować. Miałam motywację – zbliżający sie własny ślub i wizja pieknie przyozdobionego własnoręcznie wyhaftowanymi drobiazgami mieszkania.
    I tak własnie z mniejszymi lub większymi przerwami haftuję sobie do dziś dnia.