Home

  • Zabawa RR

    W imieniu Kasi, Judysi oraz swoim serdecznie zapraszam do zabawy RR.
    Zabawa zaczyna się z dniem 1 stycznia 2013 roku, a haftowac będziemy taki oto obrazek:

    Haft wyglada słodko, obrazki są małe i bardzo łatwe do wyhaftowania więc nie powinno byc problemów z terminowością.
    Brakuje nam jeszcze kilku osób.
    Wszystkich chętnych proszę o zostawienie komentarza pod postem.
    Serdecznie zapraszam

  • Zapomniałam….

    Tak, tak, w ferworze codzienności, problemów i radości zapomnialam o kilku rzeczach.
    Najpierw miałam się pochwalić. Na facebookowej grupie „Haft krzyżykowy – co mi zalega w szafie” udało mi się kupic kilka hafciarskich gazetek oraz intensywnie poszukiwaną czarną kanwę:

    W gazetkach są tak piękne wzory, że chciałoby się wyhaftować je wszystkie.
    Na czarnej kanwie powstaną dwa obrazki na życzenie moich dzieci. Generalnie powinien to być jeden obrazek, ale zarówno syn jak i córka zarzyczyli sobie oddzielne części tego obrazu dla siebie. Więc zamiast jednego dużego powstaną dwa małe. A obraz wygląda tak:

    Dla syna będzie lew, a dla córki tygrys. Niestety geparda ze środka nikt nie chciał, a szkoda…
    Myslałam, by te obrazki wyhaftować dzieciom w prezencie pod choinkę, ale… chwilowo jestem bez wolnych „środków finaansowych” na zakup  mulinek i obawiam się, że zdążę je wyhaftować na święta… Wielkanocne 😀
    Teraz muszę się pochwalić prezentem. Od Renaty dostałam całe mnóstwo białej kanwy 14 i takie oto sliczne cieniowane mulinki:

    Prezet dla niej juz się robi. Pokażę Wam później, jak już do niej dotrze.
    Nie macie pojęcia, jak się ciesze na tę kanwę od niej. Mam już tyle planów na jej zagospodarowanie…
    Z mulinki też coś wyhaftuję, tylko jeszcze nie wiem co.
    Zapomniałam też napisać że biore udział w dwóch zabawach. Pierwsza to Mikołajkowa rozdawajka u Misiabe:
    A druga to Candy u Burany:
    Linki do obu zabaw na pasku bocznym widnieją juz od dawna.

  • Skarby…

    Od jakiegoś już czasu mam zamiar wyszyć coś innego na metryczce zamiast mojego „nieśmiertelnego” misia. Jest tyle pięknych wzorów, a ja juz jestem trochę znudzona  tym misiem. Niedawno wyprosiłam (niestety ale nie paamiętam od kogo – wiem, wstyd) wzór „Buciki Vervaco”. 
    Zamierzam je wyhaftować dla  znajomej, która oczekuje dziecka.
    Metryczka ma być haftowana muliną DMC. Sprawdziłam swoje zapasy i okazało się, że jak na złość nie mam ani jednego koloru. Wszystko trzeba kupić. 
    Niestety, chwilowo gotówki u mnie brak, więc i zakupy muszę odłożyć na później.
    Postanowiłam więc skorzystać z internetowego zamiennika mulin i sprawdzić jak wygląda to kolorystycznie w palecie Anchor lub Ariadna. Zrobiłam to tak bardziej dla sprawdzenia, bo z doświadczenia wiem, że palety kolorów tych trzech producentów znacznie się od siebie różnią. Przy okazji dowiedziałam się, że istnieje nowa i stara numeracja w palecie Ariadny.
    Przejrzałam wszystkie swoje mulinki, podzieliłam je wg producentów. Oczywiście nie znalazłam ani jednego potrzebnego koloru…
    Znalazłam jednak w swojej kolekcji skarby – mulinki prawie że unikatowe, można by rzec, że to niemal „białe kruki”. Oto one:

     I zbliżenie na każdą z nich:

    Mulinki pochodzą z Czechosłowacji, Niemiec i Polski.
    Niektóre z nich (polskie) są niemalże w moim wieku. Są takie, których dziś już nie da się kupić w sklepie (np tę z Odry) ponieważ fabryka została zlikwidowana. Inne zmieniły nie tylko etykietki ale także palete kolorów, np. mulina J.P.Coats to dzisiejszy Anchor
    Swoją drogą zaciekawiły mnie te numery na polskich etykietach (20 przy Odrze i 25 przy Ariadnie). Czy ktoś wie co oznaczają?
    To tyle lekcji historii. 
    W oczekiwaniu na przypływ gotówki idę męczyć moje iryski.
    Dziękuję za wszelkie komentarze. Pozdrawiam
  • Hafty małe i duże

    Od mojego ostatniego postu minęło 3 tygodnie i wypadałoby napisać co u mnie….

    Po pierwsze muszę Wam powiedzieć, że wróciła moja wiara w ludzi, ponieważ wróciły do mnie omyłkowo wysłane pieniążki, za co jestem niezmiernie wdzięczna.
    Z innych spraw to już mniej ciekawie, bo ja znowu pracuję raz na jakiś czas, a mąż przestał pracować w ogóle… 
    Efekt tego był taki, że moja mama wczoraj wieczorem pojechała do domu.
    Właściwie to nie wiem czy się z tego powodu cieszyć, czy nie… Mama zawsze pomogła przy dziecku, przy obiedzie, posprzątała itp. Ale w jej obecności prawie wcale czasu nie mialam, żeby spokojnie siąść i haftować…….
    Ale żeby nie bylo, że nic nie zrobiłam…
    Udało mi się wyhaftować metryczkę o której wspominałam we wcześniejszym poście:
    Dzięki temu że mam swoją własną maszyne do szycia z metryczki dzięki pomocy mojej mamy powstała podusia:
    To moja pierwsza w życiu niemal samodzielnie uszyta poduszka. Niemal, bo falbankę wszyła jednak moja mama. Ja bałam się, że sobie z tym nie poradzę.
    Oprócz uszycia podusi nauczyłam się też skracać spodnie. Mama pokazała mi też jak szyć dużo innych rzeczy i mam nadzieję, że kiedyś będzie okazja by wam to pokazać.
    Oprócz metryczki udało mi się postawić kilka krzyżyków na moich iryskach. Przybyło ich dosłownie kilka i nie ma się czym chwalić.
    Za to mogę pochwalić sie kilkoma maleństwami:
    1. Kwiatuszek i A dla Agnieszki:
    2. Różyczka i R dla Rozalii:

     3. Motylek i M dla Marii:

     4. Serduszko i I dla Iwony

     I wszystkie w komplecie:

    Jak wam się podobają?
    Jeśli któraś ma takie maleńkie wzorki o wymiarach 9 x 9/11 x 11 lub 13 x 13 krzyżyków i mogłaby podesłać na mojego e-maila to będę naprawdę wdzieczna.
    Pozdrawiam
  • Żółty "ocean"

    Ufff, w moich irysach dotarłam do drugiego „brzegu” niemal bezkresnej żółci. Od wczoraj widać jak duży jest ten haft, bo udało mi się zrobić część górnego brzegu obrazka i jestem z tego powodu ogromnie szczęśliwa.

    Jak widać żółty „ocean” jeszcze się nie skończył, ale haft powędruje chwilowo do szafy bo mam dość pilne zamówienia na inne rzeczy.
    Najpierw będę haftować metryczki i to aż dwie. Pierwsza będzie na poduszkę z dedykacją dla córki koleżanki z Polski a druga dla naszej znajomej Węgierki, która lada chwila będzie rodzić.
    Misia na poduszkę już zaczęłam. Obszyłam kanwę i postawiłam pierwsze krzyżyki, ale… szczeniak pogryzł mi mulinę i nie wiem czy da się ją jeszcze uratować.
    Później musze pomyśleć o prezentach na Boże Narodzenie. Obawiam się więc, że irysy „posiedzą” w szafie do stycznia….
    A tu winowajca:

    Szczerzy zęby, bo mu zabrałam „zabawkę”.

  • Życia ciąg dalszy…

    Ostatnio „zjada” mnie codzienność i zmęczenie. Zbyt dużo problemów i problemików, ktore zaprzątają głowę.
    W końcu zaczęłam w miare normalnie pracować. Normalnie czyli od poniedziałku do czwartku od 6.00 do 14.00. Pierwszy dzień był koszmarem, następne byly nie lepsze. Wracałam do domu i właściwie padałam na mordkę, a tu dziecię się cieszy i trzeba się nim zająć. Na szczęście mama zajmowała się sprzątaniem, gotowaniem, praniem.
    Haftów było niewiele. Nie codzień udawało mi się postawić jakies krzyżyki na iryskach…

    W zeszłą niedzielę mieliśmy gości – tak na szybko, 2h i po wszystkim. Przyjechała do nas znajoma z mężem. Poznałyśmy się na „dzieciowym” forum Matek-Polek w Holandii. Pół roku temu wzięliśmy od nich ślicznego szczeniaczka shih-tzu.
    Było coś na słodko:

    I na owocowo:

    Było i prezentowo. Koleżanka przywiozła dla mojej małej grającego misia:

    A ja wiedząc że ona przyjedzie i że podobają jej się moje breloczki niemal na godznę przed wizytą wyprodukowałam kolejne maleństwo. Tym razem z truskawką, bo Małgosia z mężem pracują na plantacji truskawek.

    Były też i prawdziwe truskawki przywiezione przez nich, ale niestety nie zdążyłam im zrobić fotki.
    Wzór na truskaweczkę wzięłam z internetu, a konkretnie stąd.
    Następnym razem pokażę postępy w iryskach.
    Zapisałam się na rozdawajke u Sylwuśki
    A nóż mi sie uda?
    Czekam jeszcze na rozwiązanie sprawy z tym nieszczęsnym przelewem…
    Dziękuję za wasze wszystkie komentarze, szczególnie za te podtrzymujące mnie na duchu.
    Pozdrawiam

  • Żyję…

    Taaak, żyję.
    Podpisałam umowę o pracę, jestem pracownikiem elastycznym, na telefon i od chwili podpisania umowy, czyli od 24 września byłam w pracy aż dwa razy… Naprawdę – żyć, nie umierać…
    Od jakiegos czasu prześladuje mnie pech…
    Rok temu miałam przykre przeżycia, a dziś też zaczyna się wszystko walić… Mążowi zepsul się skuter i telefon, a ja zrobiłam najgłupszy błąd pod słońcem – wpisalam do przelewu bankowego o jedno zero za dużo…
    Nie umiem cofnąć już tego przelewu i nie wiem czy uda mi się jutro zatrzymać realizację tej transakcji. Pozostało mi liczyć na uczciwość osoby której owe pieniądze posłałam….
    Wybaczcie, musialam się wyżalić.

    Moje irysy już zakwitły:

    Wybaczcie – kanwa ciągle w użyciu, dlatego taka wymiętoszona. Tak na szybko zdjęłam z tamborka by fotkę zrobić.
    Wyhaftowalam już wszystkie kwiaty, teraz pozostało samo żółte, monotonne tło. Ale szykuję się już do następnego haftu i chyba będę rzucać monetą, bo nie wiem co wybrać – tyle mam pięknych wzorów. A wszystko dzięki Wam.
    Pozdrawiam

  • Dylematy Matki-Polki

    Jak to w życiu bywa, wszystko co dobre szybko sie kończy.
    Mnie się właśnie w czwartek skończył urlop macierzyński i według wszelkich znaków na niebie i ziemi powinnam iść do pracy.
    Miałam nadzieję, że zarejestruję się jako bezrobotna i spokojnie będę sobie szukac jakiejś pracy na późne popołudnia i wieczory. We wtorej jednak zadzwonili z mojej agencji z zapytaniem, czy chciałabym wrócić do mojej poprzedniej pracy.
    Chcieć to bym chciała, bo praca była fajna, towarzystwo też, płacili regularnie i co najważniejsze nigdy nie było problemów z wzięciem dnia wolnego.
    Podobno chcieć to móc, ale jak tu iść do pracy, gdy się ma w domu 10-tygodniowe niemowlę karmione piersią….
    Po wielu godzinach rozmyślań nad różnymi rozwiązaniami doszliśmy z mężem do wniosku, że jedynym wyjściem będzie ponowne zaproszenie do nas babci. Tym razem przyjechała moja mama…
    Tym sposobem znów mam w domu dodatkową osobę.
    Jeśli w najbliższych dniach pójde do pracy to bacia zajmie się nie tylko dzieckiem, ale takze domem i obiadem, a ja po powrocie do domu będe miała czas, by nie tylko utulić swoje maleństwo, ale także postawić kilka krzyżyków.
    Przez ostatni tydzień przybyło naprawdę niewiele:

    Zbliżenie na haftowany obecnie kwiat:

     I moja praca w całości:

    Mam nadzieję że ostatni już kwiat uda mi się wyhaftować do końca tygodnia i później będę się tylko męczyć z żółtym, monotonnym tłem.

    Dziękuję za wszystkie komentarze i pozdrawiam serdecznie

  • Weekendowo

    Jakoś ostatnio nie lubię weekendów. Mąż i starsze dzieci sa wtedy w domu i jest niezły rozgardiasz, szczególnie w sobotę – zakupy, sprzątanie, gotowanie, zamieszanie. Przeważnie przez cały dzień nie mam czasu, żeby postawić kilka krzyżyków. Wieczorem niby czas jest, ale wtedy malutka śpi w łóżeczku obok mojej sofy i mam zapalona tylko malutką lampeczkę, przy której nie da się już haftować…
    Zasiadam wtedy do laptopa i buszuję po internecie.
    Na domiar złego jesteśmy wszyscy poprzeziębiani… Zaczeło się od syna, później przeszło na córkę i na męża… Ja oczywiscie też jestem mocno zakatarzona, ale… wiecie jak to jest – chory mąż jest jak kolejne dziecko do pielęgnacji i dlatego ja niezbyt mogę chorować…
    Osłodziłam sobie to zapisując się na Candy
    – tu:

    – i tu
    Przyznam się, że marzy mi sie wygrana w tym drugin Candy. Moja maszyna przestałaby się wtedy lenić w szafie 😉

  • Irysów ciąg dalszy

    Po breloczkach wypadało zabrać się za dalsze wyszywanie moich irysów. Wbrew pozorom idzie dość szybko, tym bardziej, że został mi do wyszycia jeden duży kwiat i żółte tło.

    Byłoby pewnie więcej, bo miałam całą niedzielę wolna i mogłabym haftować, gdyby nie fakt, że moja corka po dlugich naleganiach wymogła na mnie naukę haftu krzyżykowego. Musiałam więc pokazać jej jak się haftuje i znaleźć proste wzory na początek.
    Zaczęła od wyhaftowania jednym kolorem motylka, później tego samego motylka haftowała już wg kolorów. Póżniej uparła się na delfinka. Sam haft wyszedł jej dobrze, gorzej z konturami delfinka…


        
    A teraz kończy pomarańczkę:
            
    Trudno powiedzieć, na ile starczy jej zapału. Narazie jej się to bardzo podoba i bardzo sie do haftowania rwie. A ja dzięki niej pozbywam się resztek starych mulinek i ścinków bardzo starej kanwy….