-
Jak po grudzie….
Ostatnio dosłownie wszystko idzie jak po grudzie. Brak czasu na cokolwiek.
Funkcjonuje w schemacie praca, dom, dziecko, sen, praca, dom, dziecko….. W weekendy niewiele się zmienia: zakupy, dom, dziecko, sen (sobota) lub dziecko, obiad, dziecko, spacer/kościół, dziecko, dziecko, sen (niedziela)…Pod hasłem „dziecko” mieści się wszystko – karmienie, zabawa, przewijanie, zabawa, kąpanie, zabawa, zabawa, marudzenie, chorowanie…..Można tak bez końca. Czasem padam na nos, ale uśmiech małej Olivii rekompensuje mi wszystkie niedogodności.W nielicznych przerwach pomiędzy tym wszystkim opisanym powyżej znajduję czasem odrobinę czasu dla siebie. Siadam wtedy przed ekranem laptopa i czytam meile, zaglądam na Wasze blogi, na fb. Brakuje czasu na odpisywanie, na prowadzenie bloga, na pogaduszki przy robótce…Na robótki też brakuje czasu, często haftuję w tym samym czasie co czytam Wasze blogi. A jeszcze zaczęłam korespondencyjny kurs holenderskiego, który MUSZĘ ukończyć. Muszę, dla samej siebie, bo pomimo tego że dużo rozumiem, to w pracy czasem czuję się jak niemowa….Dosłownie „wiszą” nade mną dwa RR, które powinny być już wyhaftowane i wysłane. Dosłownie wczoraj skończyłam długo dłubaną pamiątkę komunijną, spóźnioną tak, że aż strach…A jeszcze tydzień temu złamały mi się ostatnie okulary jakie miałam…. Niby nie były mocne, niby widziałam, niby czytałam, niby haftowałam. Ale oczy szybciej się męczyły, szczególnie przy ekranie komputera…Na szczęscie od wczoraj jestem szczęśliwą posiadaczką całkiem nowych okularów i mam nadzieję, że od tej pory wszystko pójdzie jak po maśle.Obiecuję, że pamiątką pochwalę się jak tylko ją wypiorę, wyprasuję i oprawię.Pozdrawiam -
RR "Yummy"
Święta, święta i po świętach, a u mnie na blogu zastój, w efekcie czego wciąż „wiszą” świąteczne życzenia…. Ale to nie jest tak, że zostawiłam bloga odłogiem, nie.Do napisania tego posta zabieram się… tydzień i zawsze coś/ktoś mi przeszkodzi… Najpierw miałam problem ze zrobieniem zdjęć ukończonego RR-a. Gdy już fotki były zrobione i zgrane na komputer zaczął szwankować mi program do obróbki zdjęć. Gdy już i to opanowałam brakło mi czasu na pisanie.Wczoraj zaczełam, ale okazało się, że moje baby nie może spać bez mamy i musialam pędzić do sypialni, a gdy już uspalam baby to starsza córka ze złami w oczach zaczęła się zwierzać z problemów sercowych…..I tak oto mija czas w moim domu. Na szczęscie czasem pozwalają mi zająć się tym co lubię najbardziej i dziś wreszcie mogę się pochwalić pierwszymi obrazkami w drugim RR pt: „Yummy”Na początku mucsiałam zaznaczyć obszary haftowania poszczególnych obrazków, w skutek czego powstala taka kratownica:Gdy już dotarły do mnie zamowione mulinki zabrałam się za środkowy obrazek, oznaczony przez organizatorkę zabawy jako nr 1:Po nim przyszedł czas na obrazek nr 2:A tak prezentuje się całość:Muszę się jednbak do czegoś przyznać….. O ile schemat mam idealny to rozpiskę kolorystyczną mam w strasznym stanie i zaden program do obróbki zdjęć nie jest w stanie jej poprawić… O ile za ssymbole kolorystyczne jestem 100% pewna, o tyle kolory konturów są całkowicie widzimisiowe, czyli co mi tam najbardziej pasowało. Mam nadzieję, że nie zepsuje to końcowego efektu.Pozdrawiam wszystkich i przepraszam, że nie zawsze komentuję na Waszych blogach, ale… czasem po prostu brak czasu…. -
Wesołego Alleluja!!!!
(♥)¸.•*´¨`*•.¸(♥)(♥)¸.•*´¨`*•.¸(♥)Niechaj Święta Wielkiej NocyBędą pełne Boskiej mocyAby zdrówko dopisałoI jajeczko smakowało!Niech to będzie czas uroczy:Życzę miłej Wielkiej Nocy!(♥)¸.•*´¨`*•.¸(♥)(♥)¸.•*´¨`*•.¸(♥) -
Do kompletu….
Pamiętacie torebeczkę do pracy, którą chwaliłam się w TYM poście? Otóż w pracy doszłam do wniosku, że przydała by mi się kosmetyczka do kompletu….
Któregoś wieczora gdy już uspałam moją córeczkę zasiadłam do maszyny. Mąż oczywiście kręcił nosem, bo była godzina… prawie 21.00. Nauczony doświadczeniem jednak nie protestował, a z biegiem czasu wręcz kibicował. Był też pierwszym krytykiem gotowej już kosmetyczki.
Kosmetyczka ma kształt inny niż wszystkie:W środku wygląda tak:
Kosmetyczka tylko z nazwy, bo tak naprawdę noszę w niej „narzędzia” pracy czyli:Niestety nie jestem zadowolona z efektu koncowego. Uważam, że nie do konca mi wyszła, no ale na czymś trzeba testować wszywanie zamków 😉Jak już skonczyłam, czyli około 3.00 w nocy stwierdziłam, że kosmetyczka jest smutna i trzeba ją czymś ozdobić….Przez kilka następnych dni „pracowałam” wieczorami nad ozdobieniem kosmetyczki, a efekt końcowy przedstawia się tak:B jak Beata – pierwszy haft wykonany na przyszytej do materiału rzadkiej kanwie. Niestety widać że krzyzyki nie są idealne, w dodatku jest jeden błąd, ale… nie chce mi się go już poprawiać….Doszlam do wniosku, że po ozdobieniu kosmetyczka zaczęła przypominać szkolną tarczę jaką obowiązkowo nosiło się w mojej szkole. W dodatku środek jest ciut za mały na moje „narzędzia pracy” i choć noszę ją w torebuni to jakoś straciłam do niej serce…Ale cóż – pierwsze koty za płoty 😉Pozdrawiam serdecznie -
Jedna zabawa, dwa obrazki
Jeszcze w zeszłym roku, gdzieś na początku grudnia w naszej grupie na FB dziewczyny zaczęły się namawiać na nowe zabawy RR, które miałyby się rozpocząć wraz z nowym rokiem. Nigdy nie bralam udziały w takiej zabawie, bo nigdy wcześniej nie miałam pojęcia, że na świecie jest tyle miłośniczek nie tylko haftu krzyżykowego, ale robótek ręcznych wszelakich.
I tak oto zapisałam się na dwie zabawy RR.Pierwsza „wystartowała” zabawa, której pomysłodawczynią jest Tami. To ona wynalazła motyw, który bardzo nam się spodobał.Szukała trzech osób do wspólnej zabawy, a że odzew na FB był postanowiliśmy stworzyć dwa niezależne zespoly.I tak oprócz mnie i Tami w „naszym” RR bierze udział jeszcze Mamuśka73 i Kasia.My mamy coś, co odróżna nas od tej drugiej grupy, bo Tami „wynalazła” jeszcze jeden śliczny motyw, który będziemy haftować równocześnie.Tak więc w dniu 1 stycznia ruszyła zabawa – haftujemy po dwa obrazki. Mamy na nie 2 miesiące czasu, po tym okresie wysyłamy obie kanwy na raz do kolejnej osoby.Ja byłam mocno spóźniona – no bo najpierw metryczka różowa, później niebieska, a jeszcze później zakładki. Do tego praca, dom, małe dziecię… (o mężu i nastolatkach już nie wspomnę).Zabawę zaczęłam gdzieś po 10 lutego, ale obrazki haftuje się dość fajnie i po tygodniu miałam już jeden skończony:Niemal natychmiast, prawie w tym samym dniu zaczęłam drugi:I byłabym go skończyla w terminie, czyli przed 1 marca. Jednak jedna z koleżanek ma problemy z ręką i prosiła o wydłużenie terminu o miesiąc. Oczywiście wszystkie jednogłośnie się zgodziłyśmy, jednak ja wyhamowałam. Kilka wieczorów odpuściłam i w efekcie dopiero wczoraj udało mi się ukończyć obrazek:Teraz czas przygotować się do drugiej zabawy…. -
Coś poza haftem
Dziewczyny, bardzo Was przepraszam, że nie zawiadomiłam każdej z osobna o wyróżnieniach i dowiedziałyście się o nich z mojego posta, Ale byłam już wczoraj padnięta, a na dodatek obudziło się moje dziecię….
Cieszę się jednak, że doczytałyście i wyróżnienie trafilo do kogo trzeba.
Jak wiecie pracuję zawodowo. Nie jest to jednak praca stała w pełnym tego słowa rozumieniu. Jestem pracownikiem flexi, czyli pracuję wtedy, kiedy jest dużo pracy w danym zakładzie. Trochę to dziwne dla przeciętnego Polaka, ale mieszkając prawie 6 lat w Holandii zdążyłam się przyzwyczaić. Tym bardziej że obecniej jest kryzys na rynku pracy, więc trzeba brać co jest.
Własnie od zeszłej środy byłam bezrobotna, co nie znaczy, że miałam cały wolny czas wyłącznie dla siebie 😉
Jednak znalazałam czas na zrealizowanie tego, co mi chodzi po głowie…
Zainspirowana warunkami w pracy wpadłam bowiem na pomysł, aby… uszyć sobie małą torbę, w której mogłabym nosić drugie śniadanie. Reklamówki mnie już denerwowały bo były niemarowe – albo za małe, albo wręcz za duże. Potrzebowalam czegoś innego.
I tak oto w zeszły czwartek po burzliwych negocjacjach z mężem i starszymi dziećmi usiadłam „na trochę” do maszyny….
To „trochę” przeciągnęło się na ponad 8h, ale stwierdzam z całą stanowczością, że był to znakomicie wykorzystany czas.
I tak ze starych jeansowych spodni oraz nikomu niepotrzebnego okrągłego obrusa powstała torba:Ta torba, to od początku do końca moje własne wykonanie – pomysł, projekt, realizacja. Udalo mi się wykorzystać istniejące w spodniach ozdobne kieszenie, z czego jestem baaaardzo zadowolona. W ogóle jestem w szoku, że ta torba tak dobrze mi wyszła. A do tego uznanie 15 letniej córki… bezcenne 😉
Niestety nie uwieczniłam na zdjęciach procesu jej powstawania, czego bardzo żałuję. Winą ze ten stan rzeczy muszę obarczyć mojego męża, który nie dość że nie wierzył w moje możliwości, to jeszcze marudził niesłychanie…..Dziekuję Wam za wszystkie komentarze. Jest mi bardzo miło, że mnie odwiedzacie i że Wam sie podoba. Jeśli się nie podoba, to też piszcie. Ja nie zawsze mam czas lub węnę na komentowanie Waszych blogów, ale codziennie wypartuję nowych postów.
A co do pieska, to… mam takie dwa 😉 -
Nadrobiłam!!!
Uffff, minęły już ponad dwa tygodnie i mogę się pochwalić znacznymi postępami w moich pracach.
Na początek zakładki. Muszę się przyznać, że nie wyrobiłam się na czas z zamówieniem. I to nie dlatego, że były jakoś szczególnie trudne… Owszem, po raz pierwszy w swoim życiu haftowalam półkrzyżyki i musialam kombinować jak podzielić pole na dwa-trzy kolory. Na szczęście się udało i zakładki prezentują się tak:Muszę się pochwalić, ze przy hefceniu jednej z zakladek miałam pomocnika….Na początku musialam pilnować, żeby mi nie ciągnął nici, ale potem znudzony zasnął na moich kolanach i tyle bylo z jego pomocy…Dalej – moja metryczka dla dziewczynki wreszcie doczekała się prania, prasowania i ramki. Byliśmy też w końcu w odwiedzinach u małej Noemi:Metryczka bardzo się podobała i natychmiast zawisła nad łóżeczkiem małej.Miałam spory problem z czasem. Zresztą nadal mam… Haftuję niemal wyłącznie wieczorami i to nie zależnie od tego, czy dany dzień mam wolny od pracy zawodowej czy też nie. Małe dziecko pożera większą część wolnego czasu, a gdy śpi to trzeba zrobić miliony rzeczy na raz i nie ma czasu na hobby. Zostają więc wyłącznie wieczory…Muszę się pochwalić, że otrzymalam wyróżnienie od Promyka:Za takie wyróżnienie, bardzo serdecznie dziękuję. Przyjaźń to naprawdę duże słowo i człowiekowi aż cieplej się robi na sercu jak wie, że ktoś uważa go za swojego przyjaciela.Mam teraz ogromny dylemat, komu to wyróżnienie przekazać….Zdecydowałam wyróżnić:Na sam koniec oddam wyróżnienie Promykowi, bo uważam, że jej się należy.Poza tym jak ktoś chętny to niech skopiuje banerek i czuje się wyróżniony.To tyle na dziś. Trzeba iść spać, bo jutro kolejny pracowity dzień.Dobranoc 🙂 -
Jestem w tyle
Jestem wtyle z haftowaniem i to bardzo. Co z tego, że staram sie codziennie przysiąść godzinkę z haftem w ręku, jak xxx bardzo mało przybywa…
Codziennie pracuję od 7.30 do 16.30, potem szybkie zakupy i w domu jestem przeważnie 17.15. Obiad i chwila rozmowy ze starszymi dziećmi, zabawa z najmłodszą pociechą, potem jej kąpiel, karmienie i usypianie i nagle robi się godzina 20.00-20.30.
Siadam do haftu, potem włączam laptopa, sprawdzam pocztę, wiadomości na FB, na szybko zaglądam w Wasze blogi, na komentarze często nie mam czasu i weny. Nagle okazuje się, że już 23.00 i trzeba iść spać bo oczy same się zamykają, a rano o 6.00 pobudka…
Dobrze, że mąż nie pracuje i w czasie mojej nieobecności zajmuje się dziećmi i domem, bo ja nie ogarniam….
Weekendy przeznaczam niemal wyłącznie dla malutkiej, żeby zrekompensowac i jej i sobie czas stracony w tygodniu….
Pomimo problemów z czasem metryczka skończona:Przez weekend wyprałam, wyprasowałam i oprawiłam,a dziś wysłałam do osoby, ktora ją zamówiła w prezencie.W ramce prezentuje się tak:Zdjęcie trochę się prześwietliło, ale nie dałam rady zrobić innego. Mam nadzieję, że się będzie podobać obdarowanej osobie i jako pamiątka zawiśnie na ścianie w pokoju dziecięcym.Teraz „na tapecie” mam dwie zakładki zamówione przez koleżankę w prezencie dla dzieci. Muszę się przyznać, że też mam straszne „tyły” i nie wiem czy sie wyrobię na czas…..Mam nadzieję, że tak….. -
Metryczka ciąg dalszy
Miałam nadzieję, że skończę metryczke w tym tygodniu, ale niestety….
Najpierw dostałam wiadomość, że od czwartku zaczynam nową pracę, potem rozchorowało mi sie dziecko, nastepnie poległam ja…
W miedzyczasie jeszcze oczywiście zabrakło mi muliny i musiałam na szybko zamówić.
W czwartek moja metryczka wyglądała tak:Niby już skończone, ale widać, że gdzieś tam jeszcze coś brakuje. Bylam w 100% pewna, że metryczka poleży sobie do wtorku, a ja w międzyczasie zacznę inną robotkę.Ku mojej radości w sobotę po powrocie z pracy okazało się, że rano listonosz dostarczył przesyłkę i moglam robić dalej.Niestety czylam się tak źle, że marzyłam tylko o ciepłym łóżeczku, a moja ząbkująca córcia też nie pozwalała chwycić za robótkę.Dziś jednak wróciłam do żywych i skończyłam oba bucikiJutro będe projektować napis. Muszę też dobrze go rozplanować na kanwie, żeby nie bylo tak, jak ostatnim razem…. -
Metryczkowe postępy
Po tygodniu intensywnej pracy moja metryczka jest już na półmetku. Praca była intensywna, owszem, ale tylko niestety tylko wieczorami. W ciągu dnia żadko mialam czas by usiąść i postawić kilka xxx…No ale dziś mogę się pochwalić postępami:Przez cały tydzien robiłam szarości i brązy, a wczoraj zaczęłam niebieskości. Obrazek od razu nabrał życia, a mnie też te kolory dodały skrzydeł do pracy.Chciałam Wam też pokazać poprzednią metryczkę już wypraną, wyprasowaną i oprawioną, ale… moje żelazko odmówilo posłuszeństwa i musialam w koncu wczoraj kupić nowe. A że mialam węnę na xxx to nie starczylo czasu na wyprasowanie.Pokaz odbędzie się więc innym razem 😉


