Długi, wolny poniedziałek…

Pamiętacie film „Nie lubię poniedziałku”? Poniedziałek z zasady jest szczególnie ciężkim dniem. Przeważnie jest tak, że niedziela jest ostatnim wolnym dniem – po urlopie, po weekendzie a nawet po chorobie. I zaraz potem trzeba wracać do szarej rzeczywistości, do pracy/szkoły… Trudno się przestawić…
Mój poniedziałek też miał być własnie takim dniem – pierwszy dzień pracy po 2 tygodniach chorobowego, z pewnością na 6.00 rano i z pewnością do 16.30…
Na szczęście mój grafik został zmieniony i poniedziałek okazał się dla mnie jeszcze kolejnym dniem wolnym od pracy zawodowej 😉
Postanowiłam wykorzystać ten fakt i cale wolne spożytkować na moje hobby.
Plusem było to, że mała poszła do przedszkola, a mąż wziął się za przygotowywanie obiadu – dla mnie niejadalnego (fasolka po bretońsku – nienawidzę fasoli pod żadną postacią). Dla mnie był w lodówce pyszniutki śląski żur z soboty – mniam 😉
No, dobra ale miało być o hobby, a nie o jedzeniu 😉
Postanowiłam skorzystać że najmłodsza i najbardziej ciekawska latorośl przebywa w przedszkolu wyciągnęłam swój warsztat koralikowy i przez kolejne 3-4h cierpliwie naszywałam koralik za koralikiem. W ten oto sposób od wczorajszego dnia kiedy było tyle:


 

Przybyło ładnych kilka rzędów koralików i teraz Duch Feniksa wygląda tak:

Po odebraniu dziecka z przedszkola przerzuciłam się na krzyżyki i dorobiłam Królewnie Śnieżce trochę sukni:

Jeszcze trochę i połowę wzoru (kartki ze wzorem) będę miała za sobą 😉

Dziękuję Wam wszystkim za przemiłe komentarze. Macie racje – dość dużo przybyło, ale to tylko dlatego, że nie pracowałam i praktycznie nie wychodziłam z domu. Każdą wolna chwilę spędzałam z tamborkiem w ręku 😉
Pozdrawiam serdecznie

11 uwag do wpisu “Długi, wolny poniedziałek…

Dodaj odpowiedź do Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi