Texel

Jak co roku pod koniec kwietnia w Królestwie Niderlandów zaczynają się ferie majowe, które trwają dwa tygodnie. W tym roku nawet dłużej, bo po pierwsze w tym roku Wielkanoc przypadłą w drugiej połowie kwietnia i tradycyjnie wolne od szkoły dzieci mają już w Wielki Piątek.

O ile święta spędziliśmy we własnym gronie, na kanapie przed TV, z daleka od stołu żeby za dużo się sie przejeść, to kolejne dwa weekendy miałam zaplanowane w całości.

Na początek weekend na Texel – największej i chyba najbardziej znanej wyspie Niderlandów. Pojechaliśmy właśnie w to miejsce z dwóch powodów.

Po pierwsze – po to by zwiedzić kolejny piękny zakątek kraju który wybraliśmy na miejsce do życia.

Po drugie – bo prawdopodobnie gdzieś tam na tej wyspie mieszka i pracuje szkolny kolega mojego męża. Z naciskiem na PRAWDOPODOBNIE, bo kompletnie tego nie byliśmy pewni.

Na Texel bardzo łatwo można się dostać promem, kursującym z miejscowości Den Helder. I już na wstępnie spotkało mnie duże zaskoczenie. Zobaczyłam ogromną kolejkę do przeprawy promowej, której się kompletnie nie spodziewałam. Owszem, wiedziałam że prom kursuje co 30 minut, że cała przeprawa trwa raptem 25-35 minut, ale taki tłum to była dla mnie kompletna nowość, szczególnie że rok wcześniej, na Ameland kolejka była zdecydowanie mniejsza, prawie minimalna. Wszystko stało się jednak jasne, gdy w oddali ukazał nam się prom:

Duży prom pasażerski, dwa piętra ładowności samochodów wszelakich – osobowych i ciężarowych, pięć czy sześć długich pasów jezdni w środku każdego piętra plus dwa po bokach – takiej masy samochodów się nie spodziewałam.

Po dotarciu na wyspę musieliśmy ją przejechać wzdłuż, by dostać się do malowniczej wioski De Cockdorp – najbardziej wysuniętej na północ miejscowości na Texel. gdy następnego dnia udaliśmy się nad brzeg morza Wattowego i stanęliśmy na wydmie to naszym oczom ukazał się taki widoczek:

Z drugiej strony mogliśmy zobaczyć słynne Morze Wattowe w całej okazałości:

Akurat był odpływ i mogliśmy na własne oczy zobaczyć owo słynne błotniste dno i to co w nim zalega:

Niestety po te piękne muszle zejść nie mogliśmy bo nie mieliśmy odpowiedniego stroju, czyli kaloszy aż pod samą szyję… żart oczywiście 😉

Niemniej nasza córka usilnie chciała pozbierać te muszle i uratować kraba przed mewami…

Wioska w której mieszkaliśmy byłą bardzo mała, ale nie zabrakło w niej polskich akcentów. Nasz gospodarz powiedział, że ma przyjaciół Polaków, którzy mieszkają pod drugiej stronie głównego deptaku. A my zaciekawieni zajrzeliśmy do pobliskiego kościółka, który jak się okazało był kościołem katolickim:

Był też i polski akcent:

Niestety nie dane nam było spotkac osobiście tego księdza…

Następnego dnia wybraliśmy się zwiedzać plaże na Texel. A uwierzcie mi – jest co zwiedzać…

Plaże na Texel mają około 30 km długości i widok na może zmienia się niemal z każdym kilometrem.

Najpiękniejsza plaża jest w okolicy latarni morskiej, którą oczywiście można zwiedzać:

Latarnia ma 34,5 metra wysokości, jej światło znajduje się na wysokości 53 metrów n.p.m. i prowadzi do niego 153 stopnie. Zbudowano ją w 1863 roku, a rekonstruowano w 1948. Rekonstrukcja polegała na obudowaniu oryginalnego kamiennego muru latarni dodatkowym murem. było to konieczne, ponieważ latarnia bardzo ucierpiała podczas powstania Gruzinów w czasie II wojny światowej. Latarnia dostępna jest do zwiedzania od swojej podstawy aż do wysokości pomieszczenia latarników, gdzie znajduje się punkt widokowy. Prowadzi do niego 118 stopni. A widoki – zapierają dech w piersiach:

Zdjęcie nie jest doskonałe ponieważ akurat w tym miejscu jest szyba, ale jednak widać niemal całą wyspę.

I jeszcze pamiątkowe zdjęcie z latarnią w tle:

I oczywiście plaża. Piękna piaszczysta plaża. Piasek aż po horyzont:

Jeśli spojrzycie na mapę Texel, to zobaczycie latarnię morską i bardzo szeroką plażę. To właśnie tam zrobiłam to zdjęcie. Uwierzcie, że wrażenie niesamowite, jak wiecie że gdzieś tam w oddali jest woda, a wokół was piasek i piasek…

A to zdjęcie zrobione od strony morza, ale gdzieś w połowie plaży:

Przy okazji odwiedziliśmy kilka nadmorskich restauracji, tzw Strandpaviljoen (dosłownie – pawilon plażowy), gdzie zajadaliśmy się pyszną rybką i nie tyko:

To ostatnie, to jest TOMPOES (tompus) – tradycyjne holenderskie ciastko z dwóch warstw ciasta francuskiego i kremu śmietankowego z kolorową polewą z lukru. W naszym przypadku polewa miała kolor pomarańczowy symbolizujący holenderskiego króla z dynastii Oranje, a kupiliśmy je z okazji Dnia Króla przypadającego w dniu 27 kwietnia. W tym właśnie dniu urodził się obecny Król Niderlandów – Willem-Alexander. Obchody Dnia Króla są huczne i obejmują całą Holandię, ale nie będę was zanudzać szczegółami. No chyba ze ktoś jest tego ciekawy, to proszę dać znać w komentarzu.

Wracając do naszego „spaceru” po plażach Texel – odwiedziliśmy najsławniejszy chyba na Texel Beach Club „Paal 17”.

To miejsce na plaży, gdzie organizowane są różnego rodzaju festiwale muzyczne. Oprócz tego ostatnio było dość głośno na jego temat w holenderskich mediach bo budynek klubu został dosłownie przesunięty o 20 metrów w stronę morza (link do filmu – https://www.youtube.com/watch?v=iP5gmaUR4uo&ab_channel=TexelInformatie). Przesunięcie było konieczne, bo wydmy nie mogły sie swobodnie rozrastać.

To właśnie tam, w tym miejscu mój mąż spotkał swojego kolegę z podwórka, który był jednym z kierowców na naszym weselu, a który od ponad 10 lat jest kucharzem w Paal 17. Zaprosił nas nawet do siebie do domu. Takie spotkanie po latach 😉

Powiem wam jedno – Texel jest pięknym miejscem, wartym wyprawy nie tylko na weekend. Wiem, że nie zdołaliśmy zobaczyć wszystkiego i z pewnością jeszcze tam wrócimy. Nie tylko by ponownie odwiedzić kolegę męża

Piasek, piasek, wszędzie piasek….

I jeszcze jedno piękne zdjęcie tu wstawię, bo Królestwo Niderlandów to nie tylko wyspy, plaże, piękne widoki, ale przede wszystkim kwiaty, a jak wiadomi jak kwiaty to niemal wyłącznie tulipany.

Jadąc w stronę przeprawy promowej w Den Helder mijaliśmy niezliczone pola różnokolorowych tulipanów. W drodze powrotnej nie mogłam się powstrzymać i MUSIAŁAM zrobić to zdjęcie:

Cała Holandia na jednym zdjęciu – wiatrak i pole tulipanów 😉

Jak się wam podoba?

Pozdrawiam kochani i zachęcam do komentowania.

Dodaj komentarz