A miało być tak fajnie…

Kiedyś gdzieś na FB widziałam „mema”, którego nawet już tutaj (z 10 lat temu) przytoczyłam i to w oryginale. Otóż podobno stare chińskie przysłowie mówi, że jak coś idzie dobrze, to na pewno wkrótce się zepsuje (pominęłam wulgaryzm, wybaczcie 😉 haha).

Niestety przysłowie choć nie wiem czy jest prawdziwe to sprawdza się w 100%. Już nie raz zauważyłam, że jak mi się coś układa to potem następuje armageddon i wszystko się wali.

Niestety tym razem też się tak stało. Pisałam wam kilka postów temu, że mam nową pracę, że jestem prawie „zawodowa” hafciarka. Pracowało mi się fajnie, czasem było ciężko, ale w miarę fajnie. Firma się rozwijała, co chwila dostawaliśmy informacje, że mamy nowych klientów, więcej zamówień i więcej pracy. Co chwila dyrekcja chwaliła się ile zarobiliśmy jako firma. W pewnym momencie zdałam sobie jednak sprawę, że nijak się to jednak nie przekłada na nasze zarobki. Frazesy o wzroście i rozwoju jakoś wydawały mi się puste. Pracy wciąż przybywało, niemal wszystko miało być zrobione „na wczoraj”, a oprócz corocznej rządowej kilkucentowej podwyżce płacy minimalnej jakoś kasy nam nie przybywało.

W połowie stycznia zostałam wezwana na rozmowę, dostałam pochwałę że się sprawdzam, że szybko się uczę, że się zgrałam z zespołem. Była też obietnica podwyżki, na którą się ucieszyłam, bo kto by sie nie cieszył. Podwyżka niestety okazała się kpiną, ale ja nie o tym.

Od pewnego czasu zaczęły mi w nocy drętwieć ręce. Oczywiście poszłam do lekarza który powiedział ze to MOŻE z przepracowania i żebym trochę oszczędzała ręce. Wolne żarty. W pracy oszczędzać rąk się nie dało, bo pomimo tego, że zbliżało się lato to grubych kurtek do haftowania nie zabrakło. W domu powoli odpuszczałam wszystkie robótki ręczne. Zamiast haftować czy robić na drutach zajęłam się komputerem i grafiką. Może zrobię o tym osobny post.

Wracając do tematu – zaczęłam mieć problemy w pracy, bo nie bylam w stanie idealnie naciągnąć na tamborek grubszych materiałów. Po prostu bolały mnie ręce, dłonie, nadgarstki.

Kolejna wizyta u lekarza i przypuszczenie, że może to być zespół cieśni nadgarstka. Wiedziałam z czym to się wiąże, bo mój własny mąż na przestrzeni kilku ostatnich lat miał operowane oba nadgarstki plus palec wskazujący lewej dłoni. Ja na początek dostałam cos przeciwzapalnego i zostałam odesłana do domu ze wskazaniami jak wcześniej – oszczędzać ręce. Niestety pomimo tego, że pracowałam tylko 4 dni i to w niepełnym wymiarze pracy to rąk nie dało się oszczędzać. Praca, obowiązki domowe i jeszcze pomoc Olivii w osiodłaniu konia bo siodło ciężkie jak diabli a niektóre „kucuki” większe ode mnie 😉

Problemy nie mijały, ale zaczęły sie nasilać. Budzenie sie w nocy ze zdrętwiałymi rękami, a w pracy niemożność utrzymania nożyczek czy problem z nawleczeniem igły to tylko niektóre objawy. O ile lewa ręka funkcjonowała jeszcze jako tako, to ból w prawej ręce promieniował aż do barku. Po kolejnej nieprzespanej nocy prosto z pracy poszłam do rodzinnego i z mety dostałam skierowanie do Kliniki chirurgii dłoni. Tydzień później bylam już na rozmowie u chirurga i słuchałam wywodów na temat co można z tym fantem zrobić.

A wbrew pozorom zrobić coś można, bo od niedawna leczenie zespołu cieśni nadgarstka zaczyna się od zastrzyku z kortykosteroidowego co PODOBNO ma działanie przeciwbólowe. Celowo słowo „podobno” napisałam wielką literą bo to może i owszem pomaga, ale przykład mojego męża pokazuje że tylko na krótką chwilkę.

Ale że od czegoś trzeba zacząć zgodziłam się więc na te zastrzyki. Pomyślałam, że może mi trochę jednak pomogą i wrócę na ten miesiąc do pracy. Poza tym był koniec czerwca, a my mieliśmy juz opłacone wszystko na wakacje w lipcu więc operacja skomplikowałaby nam plany. Na pytanie lekarza która ręka bardziej boli podałam mu obie…

Ból był ogromny i to razy dwa, a do domu wracałam z takimi pamiątkami:

1.

Oczywiście dostałam tez skierowanie na fizjoterapię i zalecenie zmiany pracy. Jeszcze przed telefonem do pracy wiedziałam ze to nie będzie takie proste. W ostateczności dali mi kilka dni wolnego w oczekiwaniu na poprawę i wizytę u fizjoterapeuty.

Fizjoterapeutka także zaleciła zmianę pracy i dała ortezy do noszenia w nocy. Wyglądało to tak:

4.5.

Dostałam zestaw ćwiczeń na nadgarstki i miałam spróbować wrócić do pracy. Ortezy mogłam sobie też spróbować ubrać do pracy.

Problem jednak w tym, że z jedną ortezą niewiele dawało się zrobić, a co dopiero z dwoma. Do tego przecież nie mogłam wrócić na hafciarnię… Nie mogłam iść nawet na drukarnię ponieważ tam też potrzebne były obie, zdrowe ręce, a mnie ta orteza nie dość że ciążyła, to jeszcze przeszkadzała. Dali mnie wiec na magazyn do pakowania lub rozpakowywania ubrań. Niestety po 4h pracy w ciężkiej i niewygodnej protezie moja ręka nie nadawała sie do niczego, a w nocy nadal nie mogłam spać.  Za namową terapeutki zgłosiłam więc całkowitą niezdolność do pracy. Miałam odpocząć, pojechać na urlop, całkowicie odciążyć ręce. Kolejna wizyta została zaplanowana na początek września.

Na kilka dni przed wyjazdem na urlop zostałam jednak zaproszona do firmy, gdzie zakomunikowano mi, że niestety dla firmy jestem problemem, chwilowo nie rokuję, nie wiadomo kiedy będę mogla normalnie pracować i w takim razie oni z dniem 1 września nie przedłużą mi umowy o pracę. Nie powiem, ze się tego nie spodziewałam, jednak zrobiło mi się cholernie przykro…

Następnego dnia miałam ostatnią fizjoterapię przed urlopem. Powiedziałam o moich problemach w pracy. Fizjoterapeutka stwierdziła, że najpierw mam spokojnie pojechać na urlop i zobaczyć czy ręce przestaną boleć. Resztą będziemy się martwić po powrocie. Na bolący coraz bardziej mięsień przy kciuku prawej ręki dostałam coś w rodzaju opaski usztywniającej na nadgarstek:

6.7.

Umówiłyśmy się na kolejną fizjoterapię zaraz po moim powrocie z wakacji. Już wtedy byłam pewna ze operacja jest nieunikniona…

4 uwagi do wpisu “A miało być tak fajnie…

  1. Promyk's awatar Promyk

    Patrz, a ja ci przed chwilą w mailu gratulowałam pracy. A trzeba było najpierw przeczytać post… Wyrazy współczucia, też mnie to dotknęło, więc rozumiem i trzymam kciuki za polepszenie – pewnie po operacji… Ściskam!

    Polubienie

  2. Pingback: Hafciarska zajawka – Haftowany świat Iskierki

Dodaj komentarz